poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Dzień pierwszy

Kiedy próbuję pisać przypomina mi się historia pewnego pisarza, który nigdy nie stworzył więcej niż jedno zdanie. Pierwsze zdanie powieści, które zmieniał i poprawiał całe życie. Nie napisał nic więcej, tylko (aż?) tyle. Później przychodzi mi na myśl Carl ze Zwrotnika Raka. Tysiące pomysłów na doskonałą książkę, drugą biblię, żaden nie zrealizowany. Co by tu napisać? Czysta frustracja, perwersyjna chęć gwałcenia umysłów i języka, impotencja. Co robić? Próbować? Mam nieodparte wrażenie, że pisarzem jest się bez względu na to, czy coś się napisało czy nie. Taki stan umysłu. Nie wiem.